Aryan

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Aryan

Pisanie by Strażniczka on Sob Paź 31, 2015 10:11 am


Młoda, zadbana, półelfia kobieta. Jest wysoka, atletycznej budowy. Włosy koloru zszarzałego brązu ma zaczesane na lewy bok, prawy wygolony, kilka warkoczyków ma zaplecionych przy uchu. Ciemne, spokojne, inteligentne oczy, zdawały się lustrować na raz cały świat, ciesząc się za każdym razem, gdy widziała swoich wojowników. Szpeciła ja tylko blizna, przechodząca przez prawe oko i sięgająca połowy policzka. Gruba, źle zagojona, czerwona - przyciągała wzrok bardziej niż wielki miecz zwisający przy jej biodrach. Ciemna oprawa oczu, stanowczy wzrok dowódcy, usta pełne, wiśniowe. Postawa władcza, zdystansowana, lecz rozluźniona. Jedna dłoń zawsze złożona na rękojeści miecza. Włosy zaczesane w przeciwną stronę niż jakby chciała zakryć bliznę  Widać, że to dumna, odważna kobieta. Chodzi zawsze w opiętych, ciemnobrązowych skórzanych spodniach. Ćwiekowany, ciężki skórzany pas z metalową klamrą przytrzymuje kilkoma dodatkowymi paskami  wielki miecz, która zwisa u jej prawego boku. Co ciekawe, miecz jest zawsze nagi, jakby chciała tym manifestować wieczną gotowość do walki. Odbija promienie słoneczne, kołysząc się wraz z jej biodrami. Białą koszulę chowa w spodnie, naciągając w ten sposób materiał. Rzemieni na dekolcie nigdy nie związuje, pozwalając im się swobodnie rozchodzić i eksponując piersi, które bez problemu można zauważyć, że ma jędrne i proporcjonalne do sylwetki. Rękawy koszuli musiały zostać oderwane, na ramionach przewiązane ma tylko ciemne kawałki materiału, co podkreśla jej mięśnie. Dłonie ma zadbane, lecz z racji obranego zawodu trudno powiedzieć, że drobne. Gdy przygotowuje się do walki, zwykle wkłada je w rękawice z tego samego materiału co spodnie. Gdy wychodzi na zewnątrz zarzuca na ramiona ciężką, skórzaną, nabijaną ćwiekami kurtkę. Taką właśnie można ją zobaczyć, kiedy prowadzi swoich Towarzyszy na ćwiczenia w terenie. Tam trenują oraz utrzymują najbliższą okolicę we względnym spokoju. Lojalna, w pełni oddana swojej baronowej, każdym swoim działaniem stara się przyczynić do poprawy bytu miasta, nie oczekując za to poklasku. Rozkazy baronowej traktuje z najwyższym priorytetem. Osobiście odpowiada za zwerbowanie jednostek do straży przybocznej Deirdre. Na uroczystościach zajmuje się jej bezpieczeństwem. Swoimi wcześniejszymi zasługami w armii oraz obecnymi działaniami zyskała pełne zaufanie baronowej. Jest w piątce Wybranych, choć afiszuje się z tym w najmniejszym stopniu, jeśli nie powiedzieć, że w ogóle.




Aryan nie urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą. Samo jej poczęcie już nie było szczęśliwe. Jej matka porzuciła cały swój dobytek i powiązania ze swoją rodziną, aby wstąpić na służbę do pewnego elfiego szlachcica, którego planowała uwieźć i zostać jego żoną, zyskując jego majątek i pozycję. Jako ludzka kobieta urodę miała ponadprzeciętną. Nie można też powiedzieć, że nie grzeszyła inteligencją, jednak ślepo dążyła do bogactwa. Nie wzięła pod uwagę, że elf, mimo że był bardzo młody, nadal pozostawał starszy od niej i przewyższał ją mądrością. Gdy dopięła swego i udało jej się skusić elfiego dziedzica do zbliżenia, ten po wszystkim wygnał ją z dworu i kazał zatrzeć wszelkie ślady. Kobieta była zdesperowana i wiedziała, że w jeden dzień straciła wszystkie swoje perspektywy. Wylądowała na ulicy. Tam nabrała pokory, a także kształtów. Okazało się bowiem, że jest brzemienna, a ojcem jest elfi szlachcic. Nie popełniła jednak ponownie tego samego błędu. Starała się za to za wszelką cenę zapewnić byt dla dziecka. W tym celu przeniosła się miasta Elrust, aby zacząć życie na nowo. Gdy tylko dowiedziała się, że baron poszukuje mamki dla nowo narodzonego dziecka, bez większego namysłu zgodziła się. Jednak tym razem nie dla swoich pozycji i majątku. Zrobiła to dla swojego dziecka - Aryan. Ironia losu, że gdy porzuciła swe marzenia dla drugiej osoby, one się spełniły. Baron przyjął kobietę z otwartymi ramionami, wysłał do swego dworu, a tam otoczył najlepszą opieką medyczną o jakiej mogła sobie zamarzyć. Obiecał też, że jej córce niczego nie zabraknie, zaczynając od jak najlepszego wychowania.
Aryan od małego przejawiała duży talent w walce mieczem. Już jako nastolatce ciężko było znaleźć sobie godnego przeciwnika, nie wspominając nawet o nauczycielu. Elfia gibkość oraz cierpliwość zmieszane z ludzką siłą i ambicją - to połączenie dało wojownika doskonałego. Ponieważ Aryan miała również bystry umysł, a we władaniu mieczem osiągnęła już mistrzostwo coraz więcej czasu zaczęła spędzać w bibliotece. Tam najczęściej spędzała czas z Deirdre, która nauczyła ją czytania magicznych run. Dziewczynki będąc odizolowane od reszty społeczności było po części skazane na siebie. Mimo, że różne pod względem talentów, obie miały wiele wspólnego. Szybko się zaprzyjaźniły.
Kiedy matka Aryan zmarła, baron zagroził usunięciem dziewczyny z dworu. Zgodnie z umową odebrała już nauki, była też pełnoletnia, a więc mogła rozpocząć samodzielne życie. Aryan, nie oszukując się jednak, zaczęła ważyć swój przyszły los - dziewczyna nie miała ani rodziny, do której mogłaby pójść, ani żadnego majątku, za który mogłaby przeżyć. Ponadto nie miała kontaktów, a prawdę mówiąc nie znała życia poza terenami dworu, więc ciężko byłoby jej znaleźć pracę gdziekolwiek, nawet gdy tak dobrze władała mieczem...

Deirdre darzyła Aryan dużą sympatią, poza tym perspektywa spędzenia samotnie kilku kolejnych lat na dworze barona wcale jej się nie uśmiechała. Deirdre wykorzystała stary przepis stawiając zarówno barona, jak i Mahariona w sytuacji bez wyjścia. Użyła ona prawa do odebrania szkolenia przez osobę magicznie uzdolnioną. Głosi ono bowiem, że kto przejawia zdolności magiczne i komu zostały obiecane nauki, musi je odebrać póki nie nauczy się panować nad mocą, inaczej odpowiedzialność za jego przyszłe czyny spadnie na nauczyciela i ewentualnego wychowawcę, którym to prawnie był w tym czasie baron. Sama Aryan również była zaskoczona, czym innego było czytanie run, a czym innym swobodne posługiwanie się magią. Aby dopełnić formalności musiała przejść test zdolności w obecności swych nauczycieli. Miała jeden dzień na przygotowanie. Spędziła go z Deirdre w bibliotece, oraz gdy zapadł zmrok na krańcu lasu, gdzie Deirdre ćwiczyła rzucanie zaklęć bez słów, a Aryan powtarzała inkantacje. Dziewczyny wiedząc, że Aryan nie poradzi sobie podczas testu bez wsparcia, część run z pomniejszymi zaklęciami umieściły na jej mieczu, aby mogła z nich skorzystać w czasie testu. Deirdre podarowała jej również rzemienną bransoletkę, w którą wpleciony był rubin, zawierający nieco magicznej mocy. Następnego dnia o poranku dziewczyna już była gotowa. Stanęła do sprawdzianu z dumnie podniesioną głową. Poproszono ją o wywołanie kilku pomniejszych zaklęć, raczej magicznych sztuczek, z czym poradziła sobie bez problemu. Przechodziła tak kolejne poziomy, aż zniecierpliwiony już baron nagiął standardowe procedury i kazał przyzwać Maharionowi demona. Ten nie mogąc się sprzeciwić wykonał polecenie, jednak nałożył na dziewczynę zaklęcie ochronne, które zaszczepił w klejnocie owej bransoletki, którą dostała od Deirdre. W ten sposób mógł zapewnić jej większe szanse wyjścia z tego cało. Oczywiście magia klejnotu i kilka run nie mogło wystarczyć do odesłania go z powrotem, a więc Aryan stanęła do standardowej walki, uchylając się przed ciosami i grając na zwłokę. W tym czasie Deirdre przygotowywała zaklęcie, by zniszczyć demona. Gdy była już gotowa wymieniła spojrzenie z wojowniczką, więc ta zamachnęła się na demona, a czarowniczka wyzwoliła w tym samym czasie zaklęcie, które go pochłonęło. Maharion wyczuł od kogo pochodziła magia, lecz nic nie powiedział. Baron za to musiał odpuścić, w jego oczach niebezpiecznym było zadzierać z Aryan, czy robić sobie z niej wroga. Tak Aryan właśnie została dłużniczką Deirdre, która razem z Maharionem nigdy nie przyznała, że dziewczyna magicznych zdolności nie ma praktycznie wcale. Po kilku latach Aryan jako pierwsza dokończyła nauki i dzięki nowym przyjaciołom i wrażeniu, jakie zrobiła na baronie została zakwalifikowana do armii miasta Elrust od razu na pozycję sierżanta. Opuszczając dwór, Aryan otrzymała miecz od Deirdre, w którym zapieczętowane było to samo zaklęcie, jednak wzmocnione z pomocą Mahariona, którym pokonała niegdyś demona oraz bransoletkę na znak przyjaźni.
Kariera dziewczyny przebiegała bardzo pomyślnie. Niepokonana w walce mieczem, bystra, ze zdolnościami taktycznymi szybko awansowała. Miała już również pierwsze zasługi dla królestwa na swoim koncie, zdobyte w walce. Wielu żołnierzy poszłoby za nią w bój i chętnie mówili do niej "kapitan", gdy tylko szli na mniej oficjalny obchód, na który wysyłał ich prawdziwy dowódca. Ten właśnie ograniczał jej rozwój do rangi porucznika, na siłę zostawiając ją pod sobą i przypisując ich zwycięstwa swojemu dowodzeniu.
Aryan ciesząc się i tak z miejsca, w którym się znalazła, zaciskała tylko zęby w takich chwilach. Wszystko jednak zmieniło się po wydarzeniach, które miały miejsce na niedoszłym ślubie Deirdre, podczas którego po udzieleniu pomocy najbardziej potrzebującym i zabezpieczeniu życia Deirdre oraz murów miasta wojska wyruszyły na kontratak. W oddziale, który spotkał się, jak się okazało, z oddziałami prowadzonymi przez nekromantę, był właśnie oddział Aryan. Po odepchnięciu pierwszego ataku mogli jeszcze wykonać odwrót, zawiadomić inne oddziały i przegrupować siły. Jednak kapitan widział już liczne medale na swojej piersi i nieskończone bogactwo, jakie miał otrzymać za odepchnięcie ataku. Rozkazał wszystkim atak, w rozpaczającej dysproporcji sił na niekorzyść Elrust. To nie była nawet walka. To była rzeź. Ci, którzy padali, od razu dołączali do armii wroga jako ożywieńcy, czyniąc go niezwyciężonym. Setki zmarłych przytłaczały resztki walczących swą ilością. Ożywieni towarzysze broni, ociekający krwią ze świeżych ran, odbierali im resztki nadziei i rozumu. Dowódca uformował ostatnią formację szpicy, na której szedł czele, wybijając wszystko w szaleńczych zamachach wielkim, dwuręcznym mieczem. Aryan była tuż przy nim, a za nimi garstka żołnierzy zagrzewana do walki w ostatnim podejściu. Przez chwilę wydawało się, że zaskoczyli nekromantę, że przebyli się wystarczająco szybko i gwałtownie. Kapitan już brał zamach swym mieczem, by ściąć go jednym ciosem, jednak on na nich czekał. Odwrócił się i wyciągnął rękę w kierunku dowódcy. Ten nawet nie wydawszy z siebie dźwięku, padł ciężko na ziemie. Żołnierze zatrzymali się, zbijając w jedną grupę, na której czele stała teraz dziewczyna. Postać skierowała ku nim swe oblicze, ożywieńcy zatrzymali się od nich w pół kroku, ściśle otaczając żołnierzy z każdej strony i oddzielając od nekromanty. On zaś przemówił. Cedził słowa, szybko je urywając, jak gdyby brakowało mu powietrza. Każdemu z tych słów towarzyszył nieludzki świst i echo wieków. Mówił o nowym odrodzeniu, nieskończonej potędze i wiecznym życiu. Złożył im też propozycje nie do odrzucenia. Albo staną po jego stronie z własnej woli, albo zasilą jego armie, w sposób jaki zrobili to już ich bracia. Aryan zdaje się, że długo się nie namyślała. Na nią spadł teraz obowiązek dowodzenia. Chwyciła swój miecz, obróciła go ostrzem do siebie i ze zwieszoną głową podeszła w stronę nekromanty. Zmarli ustąpili jej miejsca, by złożyła hołd nowemu panu. Podarowała mu swój miecz na znak wasalstwa. Żołnierze stali w osłupieniu. Niektórzy gniewni, niektórzy dziękujący, inni jeszcze obojętni. Nekromanta napawał się tą chwilą, armia trupów uderzała orężem o tarcze, świętując zwycięstwo. Nikt nie słyszał, że dziewczyna coś szepcze ze spuszczoną głową, klęcząc na jednym kolanie. Wzniósł miecz w jej stronę, końcem oręża dotknął jej brody i uniósł jej głowę, przejeżdżając ostrzem i zostawiając krwawy ślad od ust aż po brew, chełpiąc się swoją władzą. Kobieta nie zaprzestała inkantacji, wykrzykując z bólu ostatnie słowa. Runy na mieczu natychmiast błysnęły, magia wystrzeliła, oślepiając i odpychając wszystko wokół. Nieumarli obrócili się w pył. Gdzieś na obrzeżach, zostały marne niedobitki. Żołnierze królewskiej armii Elrust, odrzuceni, poobijani, niektórzy z połamanymi kośćmi i dodatkowymi ranami, ale żywi. Aryan po środku, wyczerpana mimo ochronnego zaklęcia, zaklętego lata temu w rubinie rzemiennej bransoletki. Obok niej jej miecz, wśród popiołów nekromanty.

Gdy wróciła do miasta, jedni zarzucali jej lekkomyślność, inni czarną magię. Część ludzi obwiniała ją za śmierć dowódcy, mówiąc, że zawsze chciała zająć jego miejsce. Inni nie zważając na faktyczne rangi oskarżali ją o śmierć swych bliskich, którzy byli w oddziale razem z nią. Również żołnierze, z którymi walczyła ramię w ramię mieli do niej pretensje, że nie użyła magii prędzej, by oszczędzić im cierpienia i życia poległych towarzyszy.
Była jednak garstka takich, która wiedziała co się stało, znała Aryan i jej ambicje. Ci traktowali ją z należytym szacunkiem, jednak ona sama usunęła się w cień, na zawsze odchodząc z armii, naznaczona przez ludzi, którzy potrzebowali zrzucić na kogoś cały swój zły los.

Podczas jednej z ceremonii, gdy wszystko się uspokoiło, a złe nastroje w Elrust choć trochę opadły, Deirdre wezwała Aryan przed swoje oblicze, a potem wezwała wszystkich, którzy kiedykolwiek stawali z nią w walce. Udowodniła przed wszystkimi niewinność kobiety oraz nadała jej tytuł honorowy, obwołując bohaterką miasta Elrust. Aryan miała jednak swą dumę i zgodnie ze słowem jakie dała nie mogła z powrotem wejść w królewskie szeregi. Mądra baronowa jednak i na to miała radę, poleciła bowiem stworzyć Aryan specjalny oddział, z którego będą wyznaczani jej prywatni obrońcy. Nie byli to żołnierze, ale ochotnicy, których Aryan miała sama wybierać i szkolić. W ich obowiązkach leżała obrona miasta i królowej, lecz nie podlegali oni niczyjej władzy oprócz Aryan
avatar
Strażniczka
Admin

Liczba postów : 11

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach